Poza kontrolą

24 czerwiec 2011 (piątek)

W drodze do Xi’an (Chiny)

„Nie, nie. To nie wasz. Wasz będzie za godzinę. Wysiadać!”- zapewne tak brzmiałaby słowa kierowcy autobusu, gdyby ten mówił po polsku. Niestety tych treści musieliśmy się domyślić.

„Przecież w okienku na dworcu mówili, że to ten. Numer autobusu się zgadza, numer peronu też, godzina jak najbardziej. Co jest?” pytam retorycznie Artura. Ale co możemy zrobić  w tej sytuacji? Podirytowani czekamy na ten ‚nasz’, który pojawia się po jakiś 30 minutach. Przy użyciu języka ‚użyjętegocomam’ * upewniam się u kierowcy, że wsiadamy do właściwego pojazdu. Widząc pełen akceptacji wyraz jego twarzy pakujemy nasze plecaki do bagażnika. Dopytuję o planowany odjazd pokazując zegarek. „Jeszcze 30 minut” zdaje się odpowiadać nasz szofer.

30 minut, a więc godzina opóźnienia na stracie. Szybka kalkulacja i wzdycham z ulgą. Powinniśmy zdążyć jeszcze dziś zobaczyć oddaloną o ok. 45 km od Xi’an Terrakotową Armię. Wprawdzie będziemy ją niemal mijali po drodze, ale najlepiej dojechać tam z samego miasta.

Zajmujemy ostatni rząd siedzeń, aby uniknąć (na ile to możliwe) głośno rozmawiających przez telefon Chińczyków. W tej dyscyplinie nawet moją mamę biją na głowę ;).

Autobus rusza kwadrans po tym, jak deklarował kierowca. Czasu jest mniej, ale plan wydaje się być jeszcze do zrealizowania. Niestety do czasu…. Po kolejnych 40 minutach maszyna zjeżdża na pobocze drogi i zatrzymuje się. Przez okno widzimy grupę mężczyzn, który rozpoczęli właśnie proces pakowania worków z niewiadomoczym, do naszego pojazdu. Towaru jest całe mnóstwo. Sterta jest tak wielka, że naszym plecakom zaczyna brakować miejsca. Z lekką paniką w oczach widzimy jak kierowca wystawia je z luku bagażowego na zewnątrz. Co jest? Chyba ich tam nie zostawią? Chwilę po tym mężczyzna wkracza do autobusu i zaczyna machać w naszym kierunku wskazując gestem, abyśmy się stamtąd usunęli. Panika gwałtownie wzrasta. „Ja się nie ruszam! Zapłaciłam za bilet i dojadę tym autobusem do celu! Po moim trupie.” Udajemy z Arturem, że nie rozumiemy, o co chodzi kierowcy, ale ten jest uparty. Podchodzi do nas i jeszcze wyraźniej daje nam do zrozumienia, abyśmy opuścili miejsca.

Jak przystało na Polaków nie znających żadnego dialektu chińskiego i Chińczyka posługującego się wyłącznie własnym, ojczystym językiem rozstrzygnięcie, o co chodzi w całym zamieszaniu zajmuje kilka minut. Jakimś sposobem (trudno nawet zdefiniować jakim) ustaliliśmy, że kierowca nie chce się nas pozbyć, a jedynie instruuje, aby zmienić miejsce na te bliżej początku. Ostatni, przez nas zajmowany rząd, rezerwuje dla wszystkich tych bagaży, w tym naszych plecków, które niedawno zostały usunięte z bagażnika. Offff! Ulga…

W końcu, po ponad godzinnym postoju ruszamy do celu.

Kolejna szyba kalkulacja: jesteśmy jakieś 2,5 h w plecy, ale jeśli nie pojedziemy bezpośrednio do Xi’an, a wysiądziemy wcześniej o te 45 km, to może złapiemy po drodze jakąś rikszę lub inny pojazd, który podrzuci nas do mauzoleum. Trzeba działać! Kierowca nie widzi żadnego problemu.

Kiedy po kilku godzinach dojeżdżamy do ustalonego punktu, kierowca otwiera drzwi autobusu dając nam do zrozumienia, że na nas już czas. Patrzymy z Arturem to za okno, to na siebie szukając potwierdzenia, czy ten wcześniejszy przystanek, to dobry pomysł. „Przecież tam nic nie ma. Żadnego budynku, tylko droga i to jakiegoś szybkiego ruchu. Jak my dotrzemy stąd na miejsce?” Zrezygnowani wracamy na swoje miejsca dziękując kierowcy za pomoc.

Żołnierze z Terrakoty stoją cierpliwie w tym samym miejscu już jakiś 2.250 lat. Może zatem nie uciekną w ciągu najbliższych 24 godzin? Wrzuć na luz! I wrzuciłam….

*język użyjętegocomam = to język komunikacji, który opiera się na wykorzystaniu wszelkich możliwych kanałów komunikacji. Stanowi on mieszankę rysunków, gestów (w szczególności rąk i mimiki twarzy), użycia przedmiotów z najbliższego otoczenia oraz chińskich słów z przewodnika w Lonely Planet.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *