Złap mnie jeśli potrafisz

3 lipiec 2011 (niedziela)

Guilin (Chiny)

Kawa, och jak mi jej strasznie brakuje. Dostępna w zasadzie jedynie w dużych miastach i to nie tak łatwo. Może chociaż jakaś neska?

„Wskakuj” mówię do Artura widząc sklep przypominający nasze punkty „Wszystko po 5 złotych”. „Kupmy kubek, a nuż znajdziemy gdzieś kawę”. Przemierzamy pułki sklepowe w poszukiwaniu naczynia nie omijając innych gadżetów po drodze. Tacki, zabawki, pałeczki i sloganowe ‚wszystko’ można tu faktycznie nabyć. Krzątam się po sklepie jak na kobietę przystało, gdy nagle poczułam dotyk obcej osoby. Trzymana przeze mnie na ramieniu torba z aparatem poruszyła się delikatnie udowadniając, że nie było to złudzenie. Profilaktycznie zerknęłam na nią ukradkiem. Wszystko było na swoim miejscu. „Zdarza się” myślę. Po kilku minutach od pierwszego zajścia, sytuacja powtórzyła się. Ponownie poczułam lekkie otarcie, ruch torby oraz ruch powierza po osobie, która przed chwilą mnie dotknęła. 20 dni w Chinach, niemal codziennie w tłumie, a obcy dotyk czuję po raz drugi i oba te zdarzenia rozdziela zaledwie kilku minut. Coś mi tu nie pasowało. Bardzo szybko, ale już z pewnym niepokojem spojrzałam na torbę i dostrzegłam otwartą kieszonkę, w której zazwyczaj trzymałam telefon. Jest pusta! A komórka na pewno była tam wcześniej!  Bez wahania, ale z nutą paniki i bezsilności krzyczę przez sklep do Artura, że ktoś ukradł mi telefon.

Błyskawiczna analiza sytuacji*… I wtedy moje zmysły zaczęły pracować na nieznanych mi dotąd obrotach, o których istnieniu nie miałam pojęcia do tego dnia. To ten ocierający się człowiek musiał być złodziejem. Ale gdzie on jest? Ruch powietrza wygenerowany przez kieszonkowca, którego przepływ poczułam podczas kradzieży, zatrzymał się. Wiedziałam, że mój oprawca był blisko. Podniosłam wzrok znad torby rozglądając się dookoła. Mam go! Stał jakieś trzy metry ode mnie udając potencjalnego klienta zainteresowanego jednym ze sklepowych artykułów. Choć wcześniej nawet przez chwilę nie widziałam przestępcy, byłam pewna, że to on!

Złodzieja wskazałam Arturowi, który w mgnieniu oka pojawił się tuż przy mnie. Oboje podbiegliśmy do mężczyzny i najpierw po angielsku poprosiliśmy grzecznie, aby pokazał ręce i wyjął wszystko, co ma w kieszeniach. Chińczyk udawał  zdezorientowanego przybierając minę osoby, która nie rozumie, co się do niej mówi. „Jestem pewna, że to on” powtórzyłam Arturowi. Zaczęliśmy bardziej stanowczo nalegać, aby udowodnił swoją niewinność jednocześnie pokazując za pomocą gestów, o co nam chodzi. Facet dalej udał zdezorientowanego z tą różnicą, że jego wyraz twarzy bardziej komunikował panikę, niż postawę ‚o co wam chodzi szaleńcy’.  On był uparty, a my jeszcze bardziej! Zaczęliśmy wzywać na głos policję. Sytuacja zrobiła się bardziej napięta i bardzo nieprzyjemna. W końcu Artur złapał mężczyznę za ramiona, a ja zaczęłam go przeszukiwać. Złodziej szarpał się i wyrywał. A my nie odpuściliśmy zdobywając całym tym zajściem grono obserwatorów w postaci innych klientów sklepu oraz jego pracowników. Nagle, jak za dotknięciem magicznej różdżki, mężczyzna uniósł i odsłonił swoją dłoń, w której znajdowała się moja komórka. Oddał mi telefon i w tym samym momencie wyrywał się Arturowi z uścisku uciekając, gdzie pieprz rośnie. Mój wybawiciel nawet zabrał się do gonitwy, ale ludzie w koło zasugerowali, aby odpuścił i tak też zrobił. W końcu zdobyliśmy to, o co tak zażarcie walczyliśmy. Złodziej złapany, telefon odzyskany! 🙂

Uffff! Co za wieczór! A ja od wyjazdu z Lijiang myślałam, że ci wszyscy Chińczycy patrzący się na nas ostentacyjnie w sklepach, podejrzewają nas o jakieś niecne działania. A oni najzwyczajniej w świecie skanowali nasze zachowania, plecaki i torby, aby w dogodnym momencie pozbawiać nas własności. No cóż, turysta to smakowity kąsek…

 

* Napisanie tego fragmentu zajęło mi kilka minut, a cała sytuacja zamyka się w jakiś trzech sekundach!:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *