Ubawu po pachy ciąg dalszy

23 luty 2014 (niedziela)

Delhi – Agra – Fatehpur Sikri (Indie)

Wystarczyło kilka godzin, aby się przekonać, że Delhi nie zasypania. Późną nocą cichną jedynie dźwięki dobiegające  z ulicy. Liczni mieszkańcy miasta krzątają się przy drodze, czasami wydaje się, że bez większego celu.

Jest 5.30 rano. Dotarliśmy właśnie na dworzec kolejowy, aby odbyć następny etap naszej podróży. Przy wejściu na stację okazuje się, że w ferworze porannego pakowania zapominamy odebrać paszportów z hotelu. Artur biegnie z powrotem po dokumenty z całym rynsztunkiem na plecach. Ja zostaję na dworcu. Zostało 30 minut do odjazdu pociągu. Rozglądam się dookoła. Niektórzy ludzie śpią na podłodze przykryci szalami i kawałkami materiałów. Inni przeciskają się przez bramki, by wejść na peron. Jacyś obcy Hindusi zaczepiają mnie pytając dokąd jadę i oferując swoją pomoc. Wyglądam na potrzebującą wsparcia, czy może jestem jedynie okazją do zarobienia interesu? W głowie mam jeszcze wczorajsze ostrzeżenia, które odpędzam w myślach.  Obawy o bezpieczeństwo przeplatają się ze strachem przed odjazdem pociągu zanim wróci Artur. Na szczęście po kilkunastu minutach pojawia się z dokumentami. Szczęśliwi, że zdążyliśmy przechodzimy przez bramki na platformę. Ochrona skanuje nasz bagaż. Nagle do Artura podbiega jakiś mężczyzna, który patrząc na nasz wydrukowany bilet. Twierdzi, że musimy odebrać karty pokładowe, inaczej nie pojedziemy. Biegniemy na górę po schodach do miejsca wskazanego przez nieznajomego, aby odebrać wspomniane karty. Po drodze spotykamy kolejną osobę, która potwierdza słowa mężczyzny z peronu dodając, że punkt wydawania kart pokładowych jest czynny dopiero od 8.00. „Przepadło” komentujemy i trochę zrezygnowani wracamy na peron. Nie mamy wyjścia, jedziemy, najwyżej nas wyrzucą.

Na przyklejonej przy drzwiach wagonu papierowej  liście pasażerów odnajduję nasze nazwiska. Wsiadamy. Po chwili dowiaduję się, że odzyskanie przez Artura naszych paszportów wymagało od niego nie lada kondycji. Biedak biegł  w jedną stronę do hotelu odległego o jakieś 500 metrów z dwoma plecakami. Jestem pełna podziwu. Rozsiadamy się wygodnie. Z głośnika w pociągu dobiegają nas informacje o podróży; „Prosimy o nie pokazywanie biletów nieznajomym” słyszymy. I wszystko staje się jasne. Jednak poczucie niepewności opuszcza mnie dopiero po kontroli naszego biletu przez pracownika przewoźnika. Znów chcieli nas naciągnąć. „Te trzy morderstwa z poprzedniego dnia też pewnie były ustawione” komentuję zdenerwowana i jednocześnie z ulgą.

Pociąg rusza. Zza naszych pleców wyłania się mężczyzna, który rozdaje wodę podróżnym. Patrzymy podejrzliwie: tu chyba nie można inaczej.  Artur pyta, czy jest bezpłatna, ale mina mężczyzny nic nie mówi. Dziękujemy i nie bierzemy wody. Po chwili okazuje się że jest ona wliczona w cenę biletu razem z herbatą, którą dostajemy do wypicia. Ale tej ostatniej już nie odmawiamy.

Indie zadziwiają. Tak wiele dzieje się tu w ciągu zalewne kilku minut. Tak skrajne emocje wywołują z sekundy na sekundę.

Tego samego dnia chcemy dotrzeć z Agry do Fatehpur Sikri – miasta widma. Po negocjacjach z kierowcą motorikszy i kilkukrotnym powtórzeniu ustalonej stawki i miejsca docelowego docieramy na stację autobusową, skąd chcemy złapać autobus dalekobieżny. Wchodzimy na dworzec. Oczy otwierają nam się szerzej patrząc na stan techniczny taboru. Korozja, w oknach pręty zamiast szyb. Artur pyta, czy na pewno tymi autobusami jedziemy. „Jedziemy na pewno” odpowiadam. „Pytanie tylko czy dojedziemy”- mówię w myślach. Szukamy kasy, aby kupić bilety. Nic nie widać. Nagle dobiega nas wołanie mężczyzny „Fatehpur Sikri! Fatehpur Sikri!” . To chyba nasz. Podchodzimy i pytamy. Mężczyzna popycha nas do autobusu informując, że bilety sprzeda nam w środku. To zadziwiające, że w zasadzie z prawie każdym Hindusem można się dogadać po angielsku. Tylko miejsca z przodu, zaraz za kierowcą są wolne. Siadamy. Zaraz po odjeździe szybko dowiadujemy się dlaczego. Dosłownie co kilka sekund przez najbliższą godzinę kierowca używa przeraźliwie ogłuszającego klaksonu. Nie jesteśmy w stanie nawet ze sobą rozmawiać. Okazuje się, że wszyscy hinduscy nadużywają tego urządzenia i wykorzystują je w zupełnie innych celach niż my europejczycy. Trąbiąc ostrzegają inne pojazdy i pieszych, że nadjeżdżają. Trzeba jednak przyznać, że autobus jest bardzo tanim środkiem transportu  w porównaniu z pociągiem czy rikszą.

Podczas podróży naszym oczom ukazują się stare obrazy, które widzieliśmy w Delhi, ale doświadczamy także nowych wrażeń. Widzimy jeszcze więcej dziur w drodze, bardziej brudne ulice i więcej zwierząt powoli przetaczających się środkiem jezdni. Ludzie robią zakupy na targowiskach. Szewc przy drodze naprawia buty. Golibroda pod murem obsługuje mężczyznę. Samo życie…

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *