Jak mąż kochał żonę

24 luty 2014 (poniedziałek)

Agra (Indie)

Kupiliśmy bilety do Taj Mahal – mauzoleum, które władca Shah Jahan wybudował pośmiertnie dla swojej ukochanej małżonki Mamutz Mahal zmarłej przy porodzie ich czternastego syna. Grzecznie ustawiamy się kolejce do wejścia. Przechodzimy standardową kontrolę bezpieczeństwa, czyli przeszukanie (panie prawie wszędzie mają oddzielną kolejkę niż mężczyźni i wejście przysłonięte kotarą), skanowanie wykrywaczem metalu i rentgen toreb. Nie przechodzimy. Wnoszenie laptopa na teren Taj Mahal jest surowo zabronione. Dla odmiany telefony, aparaty  kamery itp. gadżety nie stanowią problemu. Negocjujemy i nic. W końcu pytamy „Dlaczego?”. „Żeby nie pracować na terenie świątyni”- słyszmy. Nie zacytuję tu naszego komentarza. Artur wychodzi przed Taj Mahal, by zostawić laptopa. Ja wchodzę i na niego czekam. W między czasie odbywam sesję fotograficzną z kilkunastoma hindusami. Mija jakieś 20 minut, a męża nie ma. Jak się wkrótce okazuje, Artur nijak nie mógł znaleźć wskazanego przez pracownika punktu, w którym można by przechować tymczasowo laptopa. W desperacji pobiegł (znów 🙂 ) do hotelu. Tym razem miał jakieś 1,5 km.

To zadziwiające jak niewielu turystów pochodzenia nieindyjskiego jest tu w Indiach. Można ich policzyć na palcach. I to nie tylko w Taj Mahal. Biorąc pod uwagę fakt, iż Hindusów jest około 1 mld i stanowią oni 16% ludności Ziemni (zajmując około 2,5% jej powierzchni), trudno się dziwić. Trochę tylko czuję się dyskryminowana J (wejściówki dla „Foreigners” na atrakcje turystyczne są w wielu miejscach wyższe niż dla „Indian” czasem nawet kilkudziesięciokrotnie).

Przedzieramy się przez ogród i docieramy do mauzoleum. Naszym oczom ukazuje się doprawdy cud architektury. Bije od niego spokój i dostojeństwo – to chyba najlepsze określenie, jakie przychodzi mi do głowy. Jest jeszcze piękniejszy na żywo niż na zdjęciach. Cały z białego marmuru, z pięknie wyrzeźbionymi łukami i grawerami na kamieniu. Tak jak w każdej tutejszej świątyni musimy zdjąć obuwie, aby wejść do środka. Z dala wydaje się ogromy, ale kiedy wejdzie się do wewnątrz wydaje się być kilkunastokrotnie mniejszy. „Shah Jahan musiał bardzo kochać Mamutz Mahal” stwierdzam głośno i dodaję patrząc na Artura „Ale ty nie musisz mi takiego budować”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *