Kraina herbaty

4 marzec 2014 (wtorek)

Munnar  (Indie)

Jest takie miejsce w Indiach, gdzie nie słychać silników pojazdów, a śpiewające ptaki, nie czuć spalin i moczu a zapach zieleni, nie widać śmieci na ulicach są wzgórza pełne ziół i herbaty. To miejsce nazywa się Munnar. Patrzę na Artura, który jeszcze wczoraj marudził, że znów będziemy się tłuc przez kilkanaście godzin nocnym pociągiem i później kolejne pięć dalekobieżnym autobusem i widzę satysfakcję na jego twarzy.  Trudno się dziwić po naszych ostatnich przejściach. Zdążyliśmy przyjechać, a już żałowałam, że zostajemy tu tylko dwa niecałe dni.

Obywamy objazdówkę po okolicy motorikszą. Wiatr owiewa nasze ramiona. Słońce świeci pięknie, ale na tej wysokości nad poziomem morza nie czuć żaru. Zjeżdżamy z górki na wyłączonym silniku 30 km/h serpentynami. Obok wzgórza pełne krzaków herbaty. W tle słuchać indyjską muzykę, którą włączył kierowca.  Tak piękne widoki przywołują nam na myśl Indochiny i tarasy ryżowe. Chciałabym, aby ta chwila trwałą wiecznie.

Nasz kierowca opowiada nam o zbiorach herbaty. Raz na dziesięć dni z krzaków zbierane są górne, najmłodsze listki. Co jakieś cztery lata ścina się drzewka o jakieś 30% wysokości, aby drzewo odmłodniało. W celu ułatwienia pracy przy zbiorach, krzewy ścina się do wysokości pasa osób zbierających liście herbaty. Przyglądamy się pracującym na herbacianych polach kobietom. Trzymają w dłoniach wielkie nożyce, do których przyczepiony jest niewielki worek. To tu wpadają ścinane liście. Po jego napełnieniu, zawartość przesypywana jest do znacznie większego worka lub kosza.

Kierowca wiezie nas na sam szczyt wzgórza, gdzie pola herbaty otulone są chmurami. Co jakiś czas pojawia się znak ostrzegający o tym, że jest to ścieżka dla maszerujących słoni, które żyją tu dziko.

To zadziwiające jak pełny różnych krajobrazów jest Munnar. Obok krzewów herbaty widzimy łąki otoczone drzewami, plantacje przypraw i jezioro z tamą.

Odwiedzamy punkt, w którym można odbyć przejażdżkę na słoniu. To dla nas obojga zupełne nowe doświadczenie. Pomimo ceny, bardzo szybko decydujemy się skorzystać z okazji. Czekając na swoją kolej bacznie obserwuję treserów. Na szczęście słone nie są bite. Co chwilę ktoś dokarmia je ananasami. Mam jednak świadomość faktu, że gdyby same mogły decydować o swoim losie, to wybrałyby wolność. Wchodzimy na podest mierzący około 2 metrów i z niego wsiadamy oboje na jednego słonia. Jest dość wygodnie. Od słonia dzieli nas gruby materac. Mniejszy komfort odczuwamy, gdy zwierzę rusza. Czujemy łopatki i kości biodrowe słonia lub ich odpowiednik. Podróż przypomina pływanie łódką bez silnika po morzu pełnym fal i kamieni, które przechylają łódkę na boki. Nasz słoń jest powolny. Złapał lenia albo swoje już przepracował. Próbuję uzyskać od tresera informacje o słoniu. Bezskutecznie. Treser nie rozumienie po angielsku. Dotykam skóry słonia. Przypomina pumeks. Przerzedzone włosy, które pokrywają głowę zwierzaka przypominają w dotyku i z wyglądu szczotkę do podłogi. Słoń jest bardzo posłuszny. Kierowca i jakiś inny mężczyzna robią nam zdjęcia naszym aparatem. Po jakimś czasie przeglądam fotki i dziękuję w myślach drugiemu mężczyźnie, inaczej nie byłoby co pokazać znajomym.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *