Wolimy polską kolej

28 luty / 1 marzec 2014  (piątek / sobota)

Bodhgaya – Kalkuta – Chennei (Madras) (Indie)

Dwadzieścia pięć minut… Godzina trzydzieści… Cztery godziny dwadzieścia minut. Ciągle zmieniają się komunikaty o wielkości opóźniania naszego pociągu z Bodhgaya do Kalkuty, który planowo miał odjechać o godzinie 23:30. Siedzimy zniecierpliwieni w przy stacyjnym barze.  O północy zamykają nasze lokum. Wychodzimy na zewnątrz. Znajdujemy wolne krzesełka. Dosiada się do nas Hindus – farmaceuta i marketingowiec w jednym. Właśnie skończył studia i szuka pracy. Rozmawiamy. Podłoga holu głównego i perony wyściełane są ludźmi oczekującymi na swój przejazd.

Cztery godziny czterdzieści minut… Zziębnięta i już zmęczona wyciągam Artura do ciepłej poczekalni.

Sześć godzin… Jakiś Hindus zaczepia Artura mówiąc, że pracownicy kolei w całym regionie strajkują, stąd te problemy.

Siedem godzin pięćdziesiąt trzy minuty… Już się nie uda, nie zdążymy na samolot z Kalkuty do Chennei. To oznacza całkowitą zmianę pozostałej części podróży. Nawet nie chcę o tym myśleć. Czas dłuży się niemiłosiernie. Co chwilę sprawdzamy komunikaty, jakie pokazuje wyświetlacz. Z szumu głośników próbujemy wydobyć informacje o naszym pociągu. Nadal nic.

Osiem godzin… W końcu dociera pociąg. Biegniemy wzdłuż peronu w poszukiwaniu naszego wagonu. Nigdzie nie widać właściwego. Szukamy pomocy u konduktora i słyszymy, że to nie nasz transport. Zrezygnowani wracamy na środek peronu. Uwzględniając nasz wcześniejszy przyjazd na dworzec okazuje się, że siedzimy tu już 12 godzin.

W końcu, po jakiś ośmiu godzinach i trzydziestu minutach, przeszukaniu czterech niewłaściwych wagonów,  wbiegamy z plecakami do już ruszającego pociągu. Jest 8 rano i dopiero zasypiamy.

Ze snu budzi nas konduktor informując, że pociąg skróci czas przejazdu o 1h. Rodzi się w nas nadzieja, że może jakimś cudem zdążymy. Ze złudzeń odziera nas Hindus z sąsiadującego łóżka. Sugeruje wykonanie telefonu do linii lotniczych celem zmiany rezerwacji biletu lotniczego. Po dwóch nieudanych próbach połączenia, mężczyzna proponuje, że zadzwoni z własnej komórki. W naszym imieniu dokonuje zmiany rezerwacji za dopłatą. Połączenie zostaje przerwane, ale współpasażer potwierdza, ze zmiana została zrealizowana. Już jestem spokojniejsza.

Dojechaliśmy do Kalkuty. Mamy cztery godziny na dotarcie z dworca na lotnisko. Bierzemy taksówkę marki Ambassador. Auto jest żółte niczym z Nowego Yorku. Nie mamy czasu na zwiedzanie. Po 1,5 przyciskania się w korkach docieramy na miejsce. Pracownik linii lotniczych informuje nas, że nie doszło do zmiany rezerwacji biletu, nasz lot został anulowany, ale nie zarezerwowano nam nowych miejsc. Pada cena nowych biletów. Jesteśmy przerażeni. Na szczęście mężczyzna wykazuje się wyrozumiałością i biorąc pod uwagę okoliczności spóźnienia pobiera tylko opłatę za przebukowanie biletu, a nie za zakup nowego. Padamy ze zmęczenia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *