Z wizytą u Shików

10 marzec 2014 (poniedziałek)

Amritsar (Indie)

„Ludzie tu są jacyś inni” mówię do Artura. Amrtitsar zamieszkiwane jest głównie przez wyznawców sikhizmu – religii, która wedle przewodnika, stanowi połączenie hinduizmu z islamem.  Shikiści w Indiach mają opinię uczciwych i pracowitych ludzi. Do listy zalet dodałabym wyjątkową życzliwość, uprzejmość, serdeczność oraz czystość. Jeśli widzisz na swej drodze Hindusa płci męskiej  z turbanem na głowie, oznacza to, że spotkałeś jednego z nich. Nikt tu do niczego nas nie nakłania, wszyscy szczerze się uśmiechają, ale i patrzą z wielkim zaciekawieniem.

Zdejmujemy buty, zakładamy na głowę chusty, myjemy ręce i przemywamy stopy, aby wejść do Złotej Świątyni. Jest ona dla shikistów czymś w rodzaju Mekki dla muzułmanów. Artur dopytuje mnie raz jeszcze, czy wejście jest bezpłatne. „W przewodniku piszą, że tak, ale meczet Dżama Masdżid w Delhi, tez miał być”* odpowiadam. Niepewnie wchodzimy do środka. Nikt nie żąda od nas żadnej opłaty.

Przestrzeń przed nami wypełnia się bielą marmuru, z którego zbudowano świątynię i żółcią 760 kg złota, które zdobi centralną jej część zwierającą najświętszą księga shikiów. Z daleka widać kilkuset metrowe kolejki oczekujących by wejść tam do środka. Budynek, w którym znajduje się księga, otoczony jest wodą, która wedle wierzeń ma właściwości lecznicze. To właśnie z tego powodu, co chwile widać ludzi zdejmujących ubranie i wchodzących do niej, aby się wykąpać i pomodlić. Na terenie świątyni jest bardzo dużo ludzi, mam jednak dziwne wrażenie spokoju. Podobno można tu zjeść bezpłatnie bardzo dobry posiłek i przenocować, ale nie skorzystaliśmy z tej możliwości. W pewnym momencie podchodzi do mnie Hinduska, która za pomocą gestów sugeruje mi wejście do wody.  Zaskoczona przypominam sobie kluczową radę przewodnika Lonely Planet, by nie wchodzić do basenu, więc raz jeszcze upewniam się, czy dobrze rozumiałam i uzyskuje potwierdzenie. Moje stopy wślizgują się do wody. Pytam grzecznie, co powinnam dalej zrobić. Kobieta mówi, abym nabrała w obie dłonie wody i uniosła je w stronę słońca. Czynność należy powtórzyć trzykrotnie, więc działam. Po odprawieniu rytuału z uśmiechem serdecznie dziękuję i podekscytowana biegnę do Artura siedzącego w cieniu z książką przekazać mu relację. Mam nadzieję być uzdrowiona :).

*Pomimo informacji w przewodniku Lonely Planet o tym, że wejście na teren meczetu jest bezpłatne, zażądano od nas po 300 rupi od osoby.  Przewodnik pisał o opłacie w tej wysokości jedynie za możliwość robienia zdjęć. Przy wyjściu ze świątyni zażądano od nas kolejnych pieniędzy za chusty do okrycia podczas gdy przy wejściu informowano nas, że są one bezpłatne. Tu jednak kasjer szybko zrezygnował, jak powiedzieliśmy, że   jeśli tak się sprawy mają, to wyjdziemy innym wyjściem. Wydaje nam się, że zostaliśmy naciągnięci.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *