Życie i śmierć

27 luty 2014 (czwartek)

Varanasi (Indie)

Varansai jest najświętszym miastem hinduizmu. To tu przez cały rok pielgrzymują wierni, którzy stanowią 90% indyjskiego społeczeństwa. Dziś jest święto Śiwy – boga, który tworzy i niszczy. Miasto zalewają masy ludzi. Wiele dróg jest odciętych od ruchu dla pojazdów.

Jest wczesny poranek. Schodzimy na dół do Ghat. Przed nami rozpościerają się schody, mnóstwo schodów, które prowadzą prosto do Gangesu – świętej rzeki wyznawców hinduizmu. Ciągną się one jakieś 50 metrów w głąb, w stronę rzeki i 3 km wzdłuż jej brzegu. Żółte światło wschodzącego słońca uszlachetnia Ganges, lecz tylko na kilkanaście minut. Od małej Hinduski kupujemy świeczki, aby puścić je na wodzie. Ma nam to przynieść szczęście. Wsiadamy do naszej łódki, aby przepłynąć się wzdłuż Ghat. Każda z Ghat ma odrębne znaczenie dla Hindusów, chcemy zobaczyć jedynie wybrane z nich.

Patrzymy na schody. Widzimy krzątające się krowy, śpiące psy przytulone do siebie, kozy skubiące resztki śmieci i leżących materiałów. Tuż obok widać ludzi. Część z nich odbywa poranną kąpiel. Miejscami czuć nawet zapach mydła. Inni piorą swoją odzież i myją naczynia. Kilka metrów obok widać modlące się osoby, które zanurzają się w wodzie rzeki, ochlapują nią swoją twarz, nabierają ją w dłonie i piją.

Nie wiele dalej kremowani są zmarli wierzący. Ghata, przy której odbywają się kremacje otoczona jest stosami drewna. Jest go wszędzie pełno. Zatrzymujemy się tu dłużej, by lepiej poznać tutejsze obrzędy. Widzimy jak na noszach przynoszone są ciała owinięte w kolorowe kawałki materiałów. Nie wszystkie są tak przyozdobione, prawdopodobnie tkaniny odzwierciedlają status materialny zmarłych. Ciała zanurzane są w Gangesie, a następnie przenoszone na ułożone z drewna stosy. Przed spaleniem odziera się je z kolorowych tkanin zostawiając je owinięte jedynie w jasne płótno. Dopiero wówczas kładzie je na stosie, przykrywa dodatkowymi kawałkami drewna i podpala. Takich stosów widzimy około dziesięciu. Na jednym widać wystające nogi mężczyzny. Do zwłok świeżo wyjętych z Gangesu podchodzi krowa, która skubie materiał okrywający ciało. Nikt jej nie przegania. Kiedy zwłoki się spalą, powstaje nowy stos dla kolejnej osoby. Kremacjom nie widać końca.

Nasza podróż łódką dobiega końca, więc chcemy puścić na wodę zakupione świeczki. Lecz te gasi wiatr zaraz po zapaleniu.  Próbujemy ponownie. Płomień w świeczce Artura znika od razu po dotknięciu rzeki. Moją świeczkę zwiewa wiatr, knot wpada prosto do wody i ona również gaśnie. Czy nie dane jest nam zaznać szczęścia? Mam nadzieje, ze ilość krowich placków, w które wdepnęłam w Varanasi zrekompensuje mi ilość szczęścia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *