Mistyczna zatoka Ha Long

12 luty 2013 (wtorek)

Hanoi (Wietnam)

Dawano dawno temu pewien smok imieniem Ha Long zstępując z niebios zanurzył się w wodach Zatoki Tonkińskiej. Uderzył wówczas swym silnym ogonem w wodne skały rozbijając je na ok. 1900 wysp i wysepek. Dziś ten labirynt nieukształtowanych krasowych skał, trudno dostępnych jaskiń i piaszczystych zatoczek jest odwiedzany przez tłumy turystów, którzy każdego dnia wpływają do zatoki na białych wycieczkowych łódkach.  Widok jest zapierający. Zapewne robi większe wrażenie, kiedy niebo nie przykrywa gąszcz chmur, a samych skał mgła. Także i tu można odnaleźć pływające wioski, których mieszkańcy utrzymują się wypożyczając turystom kajaki, czy dostarczając świeże ryby, owoce morze to pokładowych restauracji. Magiczne miejsce.

„So you are from Poland. Pope John Paul II and Lełandoski. Borussia Dortmund.” – oznajmia nam przewodnik. „Lewandowski?  You really know Lewandowski?” – pytam. „In Wietnam we love football” – słyszę. Piłka nożna i Wietnam. Kto by pomyślał? Ale to nie jedyny polski akcent tego dnia. Precyzując akcent to może nie polski, ale słowa przynajmniej polskie przypominały jak nasza japońska współtowarzyszka podróży wraz z francuskim kolegą postanowili poczytać przewodnik w naszym ojczystym języku. Zabawa była przednia, w szczególności jak trafili na słowo „dworzec kolejowy”. Że nie wspomnę, iż poćwiczyliśmy także typowe polskie zwroty będące w powszechnym użyciu w naszym kraju jak  „chrząszcz brzmi w trzcinie (…)„, czy „stół z powyłamywanymi nogami”  :). Gratka!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *