Oko w oko, ząb w ząb ze świnką morską

2 maj (sobota) 2015

Arequipa (Peru)

„Świnkę morską poproszę” – łamanym hiszpańskim zamówiłam swój lunch.

Jeszcze drobne wątpliwości pojawiają się w mojej głowie, choć do spożycia świnki przygotowywałam się psychicznie dobre pół roku. Kocham zwierzaki, z resztą sama jestem właścicielką jednego, więc skonsumowanie pupila to dla mnie nie lada wyzwanie. Z drugiej strony, krowy, świnie i kury też są udomowione, a jakoś nigdy nie miałam oporu przed ich zjedzeniem. Ale psa w Chinach nie ruszyłam. Brrr…

No a przecież w podróżowaniu chodzi o różne doznania, nieprawdaż?

Świnka morska jest jednym z bardziej oryginalnych przysmaków peruwiańskiej kuchni, popularnym w szczególności na wyżynach centralnych i północnych z uwagi na bogatą zawartość białka.  Stanowi tak wyjątkowe danie, że Ostatnia Wieczerza prezentowana w peruwiańskich kościołach w Limie czy Cusco przedstawia apostołów z Jezusem spożywających właśnie świnkę morską! Co więcej, świnka morska  wykorzystywana była w Peru w rytuałach leczniczych. Uzdrowiciele wykorzystywali zwierzaka jako narzędzie do skanowania ciała, aby wykryć źródło choroby.

A tymczasem z kuchni słuchać skwierczenie tłuszczu, w którym gorącej kąpieli zażywa zapewne moja świnka. Po kilkunastu minutach kelner przynosi na talerzu moje zamówienie. Świnka podana w całości leży grzecznie na talerzu grzbietem do góry z rozkraczonymi koniczynami. Próbuję nie patrzeć w jej oczodoły i otwartą (ze strachu?) mordkę. Po co się zniechęcać?!

No to do dzieła!

Pach! Wbiłam widelec w jej chrupiącą, brązową skórkę.

Pach! Maleńki kawałeczek mięsa znalazł się w moich ustach. Przeżuwam, delektuję i… całkiem całkiem. Rarytas to może nie jest ale dość apetycznie smakuje. Jej mięso jest miękkie, o konsystencji swojskiego kurczaka. Smak ciężko do czegoś porównać, bo nie przypomina drobiu, wołowiny ani wieprzowiny. Z opisu, jaki znalazłam gdzieś w necie porównuje się ją do zająca czy królika. Nie jadłam, więc nie potwierdzam.

Szybki rekonesans i muszę stwierdzić, że więcej tej skórki, niż samego mięsa. Trzeba się nieźle nagimnastykować, aby z jej kosteczek wydłubać co nieco. Może to ze strachu przed zjedzeniem tak wymizerniała….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *