Trzy czwarte sukcesu w Kanionie Colca

4 maj  2014 (poniedziałek)

Arequipa (Peru)

Godzina: ok. 03:00

Przekręcam się z boku na bok. Sen już minął, a w mojej głowie kłębią się myśli i pytania. Czy dam radę? A jeśli nie podejdę, to co z trekkingiem szlakiem Inków? Przecież moja kondycja jest całkiem niezła, a bynajmniej takie miałam wrażenie. 12 kilometrów, które przeszliśmy wczoraj nie powinno być dla mnie jakimś szczególnym wyczynem. 5 czy 10 km biegu nie stanowiło większego problemu. Tylko dlaczego po wczorajszym obiedzie, w połowie trasy całkowicie opadałam z sił i każdy krok był dla mnie niczym syzyfowy wysiłek? Może to chwilowa niedyspozycja. Niedobór tlenu spowodowany wysokością i brakiem aklimatyzacji, a może po prostu przeszacowałam swoje możliwości…

Bezskutecznie próbuję odganiać czarne scenariusze. Nawet szum wodospadu, który słuchać zza okna naszej glinianej chatki nie uspokaja…

Godzina: 03:45

Dzwoni budzik Artura. Krótki całus na pożegnanie i zostaję sama. Plan zakłada, że o 05:00, czyli jeszcze nocą, mam wyruszyć samodzielnie na szlak, pod górę, sama. ZUPEŁNIE SAMA. Uparłam się przy tym niczym osioł, który ma mnie ewentualnie podratować po trasie. Grupa nie może na mnie czekać, a przewodnik nalegał, abym skorzystała z osła i całką drogę zaplanowaną na dziś, czyli 6 km pod górę (1200 metrów różnicy wysokości), pokonała w ten właśnie sposób. Ale ja nie mogę pozwolić sobie na to, aby nie podejść pod górę. Nie ja!!! 18 km łącznej trasy w tym 2-dniowym trekkingu to nic w porównaniu do 4 dni i 42 km Szlakiem Inków. Musze to zrobić. Artur nie był skory do takiego rozwiązania, ale nalegałam, by szedł z grupą i pozwolił mi podjąć walkę na takich zasadach. No i masz babo placek.

Godzina: 05:00

Zgodnie z założeniami jeszcze przed świtem wyruszam samodzielnie w górę. Jest bardzo ciemno i bez latarki w telefonie nie zauważyłabym pod swoimi nogami nawet głazu wielkości piłki nożnej. Pokonuję kolejne metry i skalne schody. Lekko zasapana ciągnę w górę. Pierwszy przystanek na napicie się wody i batonika robię po 15 minutach. Kolejny po tym samym czasie. Nie jest źle. Zdecydowanie lepiej niż wczoraj. Męczarnia, którą wtedy przeżyłam była albo rezultatem choroby ciśnieniowej, albo wynikała z przejedzenia po lunchu, po którym mój organizm zamiast spożytkować energię na wędrówkę skupił się jeszcze na trawieniu alpaki z ryżem. Pewnie i kondycja nie jest mistrzowska, ale z wielką ulgą stwierdzam, że dam radę przejść te 6 km, aby za te kilkanaście dni pokonać szlak Inków. Na pewno nie małym wysiłkiem, ale z sukcesem.

Ostatecznie przemierzam połowę wyznaczonej na ten dzień trasy w godzinę i czterdzieści pięć minut. Więcej nie mogę, bo muszę skorzystać z zamówionego osła, który właśnie mnie dogonił. Jeśli tego nie zrobię, wszyscy na górze będą musieli na mnie czekać ze śniadaniem jakąś godzinę, bo o tyle później wyruszyłam za grupą (zgodnie z zaleceniami przewodnika). Osły są ponad dwukrotnie szybsze niż piesi na szlaku.

Chciałabym powiedzieć, że Kanion Colca zdobyty, ale z lekkim niedosytem muszę stwierdzić, że jedynie w trzech czwartych – bynajmniej w moim przypadku można mówić o ułamkach, bo Artur zakończył całość z sukcesem.

Kanion Colca mierzy łącznie około 100 km długości i według najnowszych wyliczeń jest najgłębszym kanionem na świecie (ma ponad 4 tysiące metrów). Dla porównania słynny Wielki Kanion w USA jest o połowę płytszy. Góry przecina rzeka Colca, a widoki oczywiście zapierają dech w piersiach. Teren jest suchy, piaszczysto-kamienisty.

W najwyższym miejscu kanionu znajduje się punkt widokowy, z którego obserwować można kondory krążące nad doliną. Kondory te są największymi latającymi ptakami na świecie osiągając nawet do 1,2 metra wielkości. Pomimo, że ważą ponad 12 kg mogą unosić się nad ziemią godzinami nie machając skrzydłami dzięki umiejętnemu wykorzystaniu prądów powietrznych.

Ale Kanion Colca to nie tylko piękne góry, czy kondory. To także tradycja i historia mieszkających na tym terenie ludzi. Przed dwoma tysiącami lat doliny kanionu zamieszkiwały ludy Cabana i Collagua, różniące się od siebie elementami stroju- kapeluszami. Wybudowały one tarasy zbierające wodę z topniejących na szczytach wulkanów śniegów, aby uprawiać na nich ziemię (tarasy te wykorzystywane są przez ludzi do dziś zdobiąc zbocza kanionu). Po przybyciu Hiszpanów w tutejsze rejony w XVI wieku, mieszkańcy zostali wysłani do pracy w kopalniach, a samą, dotychczas rozproszoną społeczność, skupiono wokół 14 wiosek. Aktualnie mieszkający tu Peruwiańczycy utrzymują się z rolnictwa i turystyki, choć wielu, w szczególności młodych ludzi wyemigrowało do miast w poszukiwaniu lepszego życia. Peruwiańczyków, którzy żyją tu ciągle w zgodnie z tradycją, spotykać można ciągle na ulicach tutejszych wiosek.

A co warto wiedzieć o wypadzie do Kanionu Colca?

  • Bazą wypadową do zwiedzania Kanionu jest Chivey albo Arequipa (położona ok.3,5 h od Chivey).
  • Kanion Colca można zwiedzać na własną rękę (najlepiej z Chivey) lub też w ramach zorganizowanej wycieczki, którą można wykupić bezpośrednio w jednej z agencji turystycznych, których jest wiele przy głównym placu w Arequipie lub przez hostel/hotel w tym właśnie mieście.
  • W ofercie tutejszych biur turystycznych znajdują się różnego typu wycieczki po kanionie tj. objazdowe (1 dzień), trekkingowe (opcje 2 i 3 dniowa; taka sama trasa, ale każdego dnia pokonuje się różne odległości) oraz rowerowe. My skorzystaliśmy z opcji dwudniowego trekkingu. Trzydniowy wypad będzie najlepszy dla osób o średniej kondycji.
  • Zorganizowana wycieczka obejmuje dojazd w obie strony, przewodnika, noclegi i posiłki. W przypadku naszego 2 – dniowego wypadu z Arequipy plan wycieczki wyglądał następująco: Dzień 1 – wyjazd z hotelu o 3.00 rano, śniadanie na miejscu ok. 7.00, postój przy punkcie widokowym, gdzie można było podziwiać kondory ok. 40 min, trekking w dół ok. 6 km, obiad ok. 13.00, kolejne 6 km trekkingu trasą mieszaną, kolacja, nocleg w dolinie kanionu. Dzień 2 – 6 km trekking w górę od 4.00 rano, śniadanie ok. 7.30 i powrót busem do domu z dodatkowymi atrakcjami po drodze, punkt widokowy na kanion (piękne widoki), wizyta w jednej z wiosek (nic szczególnie ciekawego), punkt widokowy na 4 wulkany (widok z dużej odległości), postój w gorących źródłach ok. 1 h (dla chętnych, płatne dodatkowo 15 soli od osoby). Powrót do domu ok. 17. 00
  • Porcje posiłków serwowanych podczas wycieczki są średnie. Jeśli więc ktoś potrzebuje większej ilości pożywienia, lepiej zabrać ze sobą banany, batony czy inne przekąski.
  • Nocleg ma miejsce w glinianych chatkach z drewnianymi drzwiami (w zasadzie bez zamka) i oknami, w których zamiast szyb powkładane są patyki. Jest skromnie, ale czysto. Pościel i koce bardzo dobrze grzeją w nocy. Acha i są baseny 🙂
  • Na sam trekking warto ze sobą zabrać wodę, batony, ubrania na ciepłe i chłodne pory w ciągu dobry (w nocy temperatury są dość niskie ok. 9 stopni w porównaniu do 25 stopni i słońca w środku dnia – temperatury w kwietniu), kremy z filtrem UVA i UVB, latarkę np. czołówkę no i oczywiście dobre buty oraz kijki. Po drodze (w wioskach) można kupić napoje i jakieś batony, ale ceny są dużo wyższe (ok. dwu-, a czasem nawet i trzykrotnie) niż w normalnych punktach np. 5 soli za wódę 0,5 -1 litra (w zależności od miejsca), snickers 5 soli. Czasem warto przepłacić, aby nie dźwigać wszystkiego ze sobą.
  • Nie należy przesadzać z ilością bagażu, bo utrudnia to trekking.
  • Na pewno w drodze powrotnej, czyli pod górę, można skorzystać z osła do przewozu bagażu (ok. 10 soli za plecak średniej wielkości), a także osób (60 soli).
  • Nasza dwudniowa, zorganizowana wycieczka kosztowała 190 soli (120 soli za osobę plus 70 soli za wejście do samego kanionu). Słyszałam o przypadkach, gdzie turystom udało się wytargować zniżkę w wysokości 20 soli od podanej wyżej ceny. Po wstępnych kalkulacjach finansowych, które poczyniłam okazało się, że zorganizowany wypad jest niewiele droższy w porównaniu do opcji bez biura turystycznego.
  • Szlaki nie są super dobrze oznaczone i bez mapy czy przewodnika można się zagubić.
  • Warto zadbać o odpowiednią aklimatyzację spędzając jakieś 2 dni na podobnej wysokości przed wyruszeniem na trekking np. w samej Arequpie. A jeśli już dopadnie cię choróbsko należy pić dużo wody, głęboko oddychać i o ile to możliwe spożywać kokę np. w postaci herbaty czy cukierków.
  • O interesujące i ważne kwestie warto dopytać agencje turystyczne.
« 1 z 2 »

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *