Kulinarna stolica Półwyspu Apenińskiego

16 listopada 2014 (niedziela)

Bolonia (Włochy)

Przyjemne 14 stopni na plusie, to coś o czym w Polsce można zapomnieć o tej porze roku. W Bolonii to bardzo dobra temperatura na podróż kulinarną – wiem z doświadczenia:). Jest wystarczająco ciepło, by na świeżym powietrzu rozpocząć dzień od przepysznej kawy i brioszy lub zająć stolik  na zewnątrz i  na obiad spróbować tutejszych specjałów. Ale trzeba je jeść szybko, zanim zdążą wystygnąć. W końcu to nie lato. A jest co smakować. Według ekspertów kulinarnych, to właśnie Bolonia bezsprzecznie dzierży berło kulinarnej stolicy Półwyspu Apenińskiego. Podobno nie można tu zjeść źle, ale restaurowanie się w tutejszych lokalach do najtańszych nie należy (tortellini to wydatek ok. 7,5 euro).

Bolonia najbardziej kojarzy się z ragù alla bolognese, czyli sosem bolońskim, który podawany jest we Włoszech w zasadzie z każdym typem makaronu. Grzechem jest jednak nie spróbować tego sosu z tortellini, z którego słynie to miasto. Tortellini kształtem mają przypominać pępek Wenus, którą właściciel jednej z tutejszych gospód ponoć podglądał przez dziurkę od klucza, gdy w XVI wieku wraz z Zeusem zjawiła się, aby rozstrzygnąć spór Bolonii z sąsiednią Modeną. Oba miasta słynęły z nieustannych waśni. Co ciekawe, mieszkańcy Modeny także przypisują sobie autorstwo tortellini – w ich wersji miał to być jednak pępek Lukrecji Borgii, córki papieża Aleksandra VI. Innym, bolońskim specjałem jest mortadella di Bologna, którą przyrządza się z podgardli najlepszych świń tuczonych żołędziami z tutejszych dębów.

Aby skosztować tutejszych przysmaków zaglądamy do słynnego Tamburini (na skrzyżowaniu ulic Via Drapperir i Via Caprarie), gdzie znajdują się delikatesy mięsno – serowe oraz samoobsługowa stołówka oferujące pyszne tortellini. W porze obiadowej odwiedzamy to miejsce, aby spróbować tradycyjnych tortellini w sosie bolońskim oraz „pierożki” większych rozmiarów nadziewane serem ricotta i szpinakiem. Palce lizać. Do Tamburini  wpadamy jeszcze innego dnia, aby skosztować deskę zimnych przystawek proponowanych przed delikatesy, oczywiście bolońską mortadelę, regionalną szynkę parmeńską (prosciutto di parma), salami, inne wędliny przypominające w smaku nasz salceson i mielonkę, a także sery. Czy wiedzieliście, że produkcja szynki parmeńskiej jest ściśle powiązana z parmezanem – świnie, z których się ją wyrabia, skarmiane są serwatką pozostałą po produkcji parmigiano reggiano. Pychota:) Wychodząc lokalu, czuję się jak jedna z tych świnek…

Dobrym pomysłem na kolację jest aperitivo. Praktyka jest dość powszechna w różnych miejscach w kraju i jest odpowiednikiem polskiego „płacisz raz i jesz ile chcesz”, z tą różnicą, że w cenie jest jeszcze drink. Wybrałyśmy z Magdą słynnego Spritz’a  – włoski koktajl na bazie wina i likieru. Jakolwiek Spritz Aperol jest jeszcze do wypicia, tak jego odmiana  z dodatkiem Campari, zdecydowanie nie przypadła nam obu do gustu. Nazbyt gorzka, brrr…. A skoro o alkoholach mowa, to nie można można być we Włoszech i nie napić się wina. Emilia -Romania, czyli region, w którym znajduje się Bolonia, słynie z 12 oficjalnych tras gastronomicznno-winnych o łącznej długości 1400 km. Aż tyle czasu na „winne doświadczenia” nie miałyśmy, ale trochę wina podegustowałyśmy. Jeszcze w drodze powrotnej na lotnisko zajrzałyśmy do jednej najlepszych Enotek we Włoszech na Via Marsala na lampkę białego, półsłodkiego..

Weekend w Bolonii upływa także pod znakiem czekolady. Trafiamy akurat na jej festiwal.  Pełno tu przejezdnych ludzi i oczywiście czekolady w najróżniejszej postaci: czekoladek, czekoladowych rzeźb, tradycyjnych tabliczkach z różnymi dodatkami, kandyzowanych owoców w czekoladzie, czekoladzie pitnej, przepysznych likierów. Jednym z nich rozkoszujemy się przez cały nasz pobyt. Sama słodycz 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *